Piwniczna: rekordowa ilość urazów na stokach, a podstacji pogotowia nie ma
Ferie, wspaniała pogoda dla narciarzy i zwolenników innych dyscyplin sportów zimowych sprzyjają wypoczynkowi i niestety także urazom. Do Szpitala Powiatowego w Krynicy-Zdroju karetki i samochody osobowe przywożące kontuzjowanych ustawiają się w kolejce.
W styczniu przywieziono do krynickiego szpitala około tysiąca osób z zimowymi kontuzjami. Ponad 800 to miłośnicy snowboardu i narciarze. Spośród nich aż 190 musiało trafić na salę operacyjną, zaś 90 przypadków złamań chirurdzy określili jako bardzo ciężkie.
Tomasz Słaboń, naczelnik Grupy Krynickiej GOPR mówi, że ratownicy prawie nie nadążali z udzielaniem pierwszej pomocy i transportowaniem "połamańców" ze stoków. To do nich należy zwiezienie kontuzjowanego narciarza z góry. Później transport zapewnia pogotowie lub wożeni są prywatnymi samochodami do szpitala.
Od czasu kiedy zlikwidowano podstację Sądeckiego Pogotowia Ratunkowego w Piwnicznej z obsługą poszkodowanych w rejonie trzech zatłoczonych stacji narciarskich - w Rytrze, Piwnicznej i Wierchomli - jest spory problem.
- Do czasu kiedy stacjonowała w Piwnicznej karetka P, w rejon tych stacji narciarskich szybko dojeżdżała. Była to odległość do 8 km. W tej chwili, co prawda jest karetka w Starym Sączu, ale ona do zdarzeń nie zagrażających bezpośrednio życiu nie jeździ - mówi Janusz Geroch, zastępca dyrektora Sądeckiego Pogotowia Ratunkowego.
Jak dodaje, do typowych urazów na stoku jeździ teraz ambulans P z Nowego Sącza lub Krynicy. Musi jednak pokonać odległość prawie 40 km. Biorąc pod uwagę warunki na drodze, w godzinach szczytu czas dotarcia do pacjenta to teraz ponad godzina.
Niestety w obowiązującym planie systemu ratownictwa medycznego, nie przewidziana została podstacja pogotowia ratunkowego w Piwnicznej, choć, jak pokazuje praktyka, byłaby ona nieodzowna. Józef Zygmunt, dyrektor Sądeckiego Pogotowia Ratunkowego, przy pełnym poparciu starostwa powiatu sądeckiego zwrócił się do wojewody Jerzego Millera o przywrócenie podstacji pogotowia w Piwnicznej.
W tej chwili analizowana jest statystyka działań ratowniczych na tym obszarze, a że jest jest ona wręcz porażająca, wiele wskazuje na to, że być może uda się przywrócić istnienie podstacji pogotowia w tym rejonie.
- Byłoby to uzasadnione zarówno ze względu na czas dojazdu do pacjenta jak i ze względów ekonomicznych. Tak dalekie dojazdy, prawie 80 km tam i z powrotem, to spore obciążenie. Gdyby było nam bliżej, to ten sam zespół mógłby obsłużyć nie jedną, a kilka akacji ratowniczych - stwierdza dyrektor Geroch.
[portal rynekzdrowia]
| « poprzednia | następna » |
|---|









Komentarze