Czy w Piwnicznej liczą się tylko narciarze zjazdowi?
Zeszłotygodniowe opady śniegu ucieszyły na pewno wielu mieszkańców naszej gminy, którzy świadczą usługi noclegowe w swoich gospodarstwach agroturystycznych i ośrodkach wypoczynkowych. Ze sporych opadów śniegu cieszą się również właściciele wyciągów narciarskich.
Krótko mówiąc zima to oprócz lata okres w którym podmioty z branży turystycznej w Beskidzie Sądeckim zarabiają na cały rok.
Oczywiście Beskid Sądecki ma jedne z najlepszych stacji narciarskich w Polsce i jest uważany z najważniejszy region narciarski oprócz Podtatrza. Co roku sądeckie stacje narciarskie inwestują w poprawę infrastruktury. Ale czy w zimie można zarabiać tylko na narciarzach zjazdowych? Odpowiedź jest tylko jedna…nie! Nie warto się ograniczać tylko do tego rodzaju narciarstwa. Dlaczego nie spróbować stworzyć tras dla narciarzy biegowych jak w Jakuszycach, Szklarskiej Porębie czy Ustrzykach Dolnych w których maja miejsce ogromne imprezy narciarskie sciągające rzesze narciarzy? Jest to ogromna promocja dla tych miejscowości, które nie zamykają się tylko na narciarstwo zjazdowe.
Kolejnych przykładów nie trzeba szukać daleko. Kilka lat temu członkowie Klubu Visegrad Maraton Rytro udowodnili, że w górach też można zorganizować maraton – nie zamknęli się tylko na turystykę pieszą. Dziś Maraton Wyszehradzki uznawany jest za jeden z najlepiej zorganizowanych
maratonów w Polsce. Idąc ich śladem zorganizowano Festiwal Biegowy w Krynicy, który jest uznawany za jedną z największych imprez biegowych w Polsce. We wspomnianym klubie działa też sekcja narciarstwa biegowego, która na pewno byłaby zainteresowana zorganizowaniem imprezy narciarskiej jeśli tylko były by takie możliwości. Mamy przecież wspaniałe warunki do uprawiania tej dyscypliny sportu.
Wsród ciekawych tras wymienić Obidzę czy niebieski szlak z Pustej Wielkiej na Runek – co pozwoliło by połączyć narciarstwo zjazdowe z biegowym. „Szlaki są słabo oznakowane, na halach można naprawdę zbłądzić” – to zdanie jakie usłyszeliśmy od turysty w Wierchomli, który oprócz jazdy na nartach wybrał również wędrówki po ośnieżonych lasach i halach Beskidu Sądeckiego. Sprawdziliśmy jak wygląda sprawa z szlakami pieszymi w zimie. Do Bacówki nad Wierchomlą można dotrzeć niebieskim szlakiem z górnej stacji kolei krzesełkowej na Wierchomli. Po kilkudziesięciu metrach koniec udeptanej ścieżki – zaczynają się ogromne otwarte tereny z ogromnymi zaspami. Wszystko było by fajnie gdyby to był okres wiosenno-jesienny, kiedy można podążać wydeptaną ścieżką. Problem zaczyna się już od pierwszych opadów śniegu. Dla kogoś kto nie zna dobrze topografii terenu brak znaków oznacza koniec wycieczki. Poirytowany turysta stwierdza, że „zimą w Piwnicznej-Zdrój można tylko jeździć po stokach narciarskich …nic więcej”. Dziwi się dlaczego tak jak w Beskidzie Żywieckim w zimie na szlakach nie można ustawić tyczek dla lepszej orientacji w terenie. Na dodatek zieloni wszystko blokują wiec całodzienna jazda na nartach po tych samych „osobnych” stokach staje się monotonna. Napotkany turysta powiedział jeszcze jedno zdanie, które powinno zapaść w pamięci lokalnych organizatorów turystyki, „Macie piękne góry, a na ich zboczach nowoczesne stacje narciarskie, ale to jest tylko rdzeń i produkt podstawowy waszego narciarskiego produktu turystycznego, skupcie się aby rozwinąć produkt rozszerzony”.
Oczywiście niektórzy powiedzą, że na narciarstwie zjazdowym jest najlepszy zarobek, bo taki narciarz kupuje karnet i jeszcze musi cos zjeść na stoku, a czasem skorzystać z usług serwisów i wypożyczalni narciarskich. Dobrze zgoda, ale dzisiejszym świecie cały czas trzeba poszerzać ofertę turystyczną bo za rok znudzony turysta już tu nie wróci. Mamy kilka tysięcy hektarów lasów i hal Beskidu Sądeckiego, który w zimie jest bardzo słabo eksplorowany – wykorzystajmy ten atut do przyciągnięcia turystów.
Foto narciarza: nsrunnes.pl
Autor: Ł-y-M-y
| « poprzednia | następna » |
|---|









Komentarze