Promocja Piwnicznej za 200 mln zł
W 2013 roku profesor historii z Warszawy postanowił wraz ze swoją rodziną wypocząć na Węgrzech, odreagować przy butelce tokaja, a że jest tam kryzys to wiedział, że nie będzie drogo.
Z planowaniem trasy przejazdu nie miał problemu. Wiedział, jako historyk, że najkrótsza trasa na południe Europy, tzw "szlak węgierski" wiedzie przez Piwniczną-Zdrój. Miał co prawda wątpliwości, czy można przejechać tamtędy bo słyszał co nieco o zniszczeniach po ulewach 2010r. Ale przypomniał sobie również Ministra Rostowskiego, który przed wyborami w 2011 roku obiecał przekazać pieniądze na budowę mostu w Piwnicznej (a ponieważ był to jego dobry kolega, nie przyszło mu do głowy, że mogłyby być to "puste słowa". Zresztą często spotykał się politykami, tymi z sądeczyzny również - oni też często opowiadali, że droga Piwniczna-Mniszek jest ich priorytetem.
Tak więc, nasz Pan Profesor spakował walizki, załadował rodzinę do samochodu i wyjechał. Przez cała drogę padało, nie był to jakiś wielki deszcz, ale nie chciał się jednak zatrzymywać wcześniej jak dopiero przed samą granicą.
Dotarł do Piwnicznej-Zdrój przed południem. Rozprostował kości a pragnienie zaspokoił pijąc piwniczańską wodę mineralną. W międzyczasie obserwował wzmożony ruch samochodów w tym Straży Pożarnej, Policji, wozów telewizyjnych itd.
Trzeba było jednak jechać dalej, więc wsiedli do samochodu i skierowali się na drogę do Mniszka.
Nie ujechali jednak daleko. Drogę zablokowali strażacy. Powiedzieli, że niestety ale nie da się tędy przejechać na Słowację bo znów obsunęła się ziemia i droga jest nie przejezdna. Powiedzieli mu, że to już koniec tej drogi, zniszczenia były tak ogromne, że nawet nie ma co odbudowywać.
Wtedy przypomniał sobie, że przecież jest nowy most graniczny. Bił się w głowę, że niepotrzebnie stracił tyle czasu a mógł się od razu skierować na nową przeprawę graniczną. Pojechał, nie przeczuwając żadnych niespodzianek wzdłuż rzeki Poprad. Po ujechaniu kilku kilometrów zatrzymała go Policja. Poinformowała go, że jest manifestacja "Zielonych" i bronią żab, które po deszczu suszą się na asfalcie. Dowiedział się również, że tak naprawdę to za daleko pojechał. Powinien się wrócić do skrzyżowania z drogą na Łomnicę-Zdrój. Ale tam mostu nie znajdzie, bo go po prostu nie ma. Już chciał dzwonić do swojego kolegi ministra Rostowskiego, ale stwierdził, że będzie mu przeszkadzał.
Zaczął się zastanawiać jak przejechać przez góry na Słowację. Na Mniszek drogi ani przeprawy nie ma, na Leluchów droga odcięta, więc zostaje droga na Niedzicę. Miał dość Piwnicznej, i pełen nadziei ruszył w stronę Starego Sącza.
Niestety nie dane mu było tego dnia opuścić to górskie miasteczko. Po ujechaniu pewnego odcinka trasy natknął się na wozy transmisyjne, dziennikarzy i dużą grupę ludzi, którzy blokowali przejazd. Miał już tego dość, chciał staranować manifestację i wyrwać się tego miejsca.Nie pozwolono mu.
Chciał się dowiedzieć dlaczego. Powiedzieli mu, że teraz jest "na żywo" w telewizji PROMOCJA PIWNICZNEJ za 200 mln złotych (40 mln Euro).
Nic z tego nie rozumiał.
Ponieważ zbliżał się wieczór postanowił przenocować gdzieś w Piwnicznej. Jeździł od ośrodka, do ośrodka, od pensjonatu do pensjonatu ale nikogo nie zastał, po prostu pustki. W końcu trafili na staruszka, który zaofiarowała im swój nocleg.
Na kolacji pojawiły się placki pasterskie, po niej miejscowa "lubczykówka". Podczas miłego wieczoru dowiedział się następujących rzeczy.
Miejscowość pustoszeje. Program Natura 2000 i "Zieloni" blokują jakiekolwiek inwestycje w infrastrukturę narciarską i turystyczną. Krajowa Dyrekcja Dróg odpuściła całkowicie próby ratowania starej drogi na Mniszek. Rząd wycofał się z obietnic wybudowania nowego mostu granicznego. Inwestorzy pouciekali. Miejscowi, szczególnie młodzi wyjechali w poszukiwaniu chleba.
Ci co pozostali chcieli podziękować naszym Najwyższym Władzom Rzeczypospolitej za szczególne traktowanie Piwnicznej. Okazja była szczególna, gdyż do Piwnicznej zjechała się cała "śmietanka" naszych polityków, wobec całkowitego zniszczenia starej drogi na Mniszek. Minister Jacek Rostowski, senator Stanisław Kogut, posłowie Marian Cycoń, Andrzej Czerwiński, Arkadiusz Mularczyk, Piotr Naimski, Andrzej Romanek, przedstawiciele wojewódzcy: Marta Mordarska, Leszek Zegzda, Zygmunt Berdychowski i inni a wraz nimi media oraz dziennikarze.
Takiej okazji, nie można było zmarnować. Tym bardziej, że zbiegła się ona z decyzją wydania 200 mln zł przed Rząd Polski na poczet "nagrody" za cofnięcie finansowania mostu granicznego. Z wnioskiem takim wystąpiła Republika Słowacka a Unia Europejska się do niej przychyliła.
Wracający politycy zostali uhonorowani specjalnymi medalami, kwiatami itd. Chętnie dzielili się swoimi odczuciami z dziennikarzami i obiecywali kolejne zaangażowania i poparcie dla Piwnicznej-Zdrój.
Po tych zapewnieniach pojechali dalej. Natomiast blokujący drogę, wrócili do domów po spakowane wcześniej walizki aby udać się do swoich najbliższych w ramach hitowego programu rządowego "łączenia rodzin na emigracji".
Cisza, spokój,piękne góry, źródła mineralne. Profesor postanowił spędzić urlop w Piwnicznej. Mimo woli stał się Turystą. Postanowił, że co roku będzie tutaj przyjeżdżał.
Nie omieszka się również podziękować swojemu koledze Ministrowi Rostowskiemu, że warto było wydać z cudzej kieszeni 200 mln zł (Polacy zapłacą w podniesionych podatkach) za tak przyjemny wypoczynek.
Szkoda tylko, że nie może zaprosić swoich przyjaciół, bo w Piwnicznej został tylko znajomy osamotniony staruszek Edek .......................
| « poprzednia | następna » |
|---|









Komentarze